Przeczytasz w 4 minut(y)

Masochista

Jako, iż aspiruje do bycia topowym blogerem motory­za­cyjnym — a brakuje mi już naprawdę niewiele, odkąd Blogo przeszedł na youtuby, a Pretnki pewnie wkrótce jadąc bokiem swoim E36, przytuli jakieś drzewo — zdarzy mi się obejrzeć w inter­netach, jakiegoś znawcę tematu prezen­tu­jącego najnowsze samochody. Mam też pewne skłon­ności masochi­styczne jak się okazało, bo nieraz obejrzę sobie test jakiegoś nowego SUVa. Po teście takiego “samochodu” muszę odreagować innym filmikiem z prezen­tacji jakiegoś coupe. Youtube zasuge­rował mi taki filmik, tego samego autora. Co za typ, z tego typa!

Co to za bełkot?

Fajny, ale Passat ma większy bagażnik

Ów Pan prezen­tował samochód o mocy ponad 500 KM, przyśpie­szeniu poniżej 4 sekund do setki, w cenie zaczy­na­jącej się od 600 tysięcy złotych, tak samo jak niemrawego SUVa o mocy 120 koni w cenie od 150 tysięcy! Rozumiecie to? Narze­kaniom nie było końca, że bagażnik to raczej taki skromny. Miejsce na tylnej kanapie, to nawet za mało dla dzieci. Albo, że spalanie! Kogo obchodzi czy jest duże czy małe w takim samochodzie, nie o to w nim chodzi. Kurka no! Pisałem już o tym jak powinno wyglądać idealne coupe. To spełniało wiele warunków, ale i tak było zbyt praktyczne moim zdaniem.

To moja córeczka

Kocham samochody. Zwłaszcza takie ekstre­malnie głupie, jak wspomniane wyżej. Prawie zero właści­wości praktycznych. Nikt nie rozważa takiego samochodu biorąc pod uwagę liczby, logikę czy inne nudne pragma­tyczne rzeczy — tylko emocje się liczą. Więc jak słyszę “znawcę” opowia­da­jącego o sportowym samochodzie, że ma tyle i tyle milimetrów długości, wysokości, a bagażnik to ma tyle litów pojem­ności… Ehh. Wiecie, mam córkę, jak ktoś o nią pyta to nie odpowiadam mu w ten sposób: Rocznik 2017, 821 mm wysokości, 9 kg,  wskaźnik BMI w normie, wszystkie wskaźniki centylowe na poziome 80, szcze­piona, alergia na to i na to. Bo po pierwsze wątpię, żeby to intere­sowało mojego rozmówcę, a po drugie mam masę ciekaw­szych rzeczy do opowie­dzenia o niej. (Nawet nie wiem, czy to prawda co napisałem). To samo tyczy się sportowych samochodów, można opisywać je w ciekawszy sposób niż podając suche, nudne fakty.

Zdaję sobie z tego sprawę

Oczywiście są ludzie, którzy potrzebują samochodu praktycznego. Dla nich test Fiata Tipo kombi z podanymi wszystkim wymiarami, cenami i innymi takimi pierdołami to wybawienie. Oglądają oni wszystkie możliwe testy, spisują które auto ma więcej zalet, to czy tamto. Które oferuje więcej w rozsąd­niej­szych pienią­dzach. Nie neguję tego. Ktoś robi dobrą robotę dając tym ludziom to, czego potrzebują. Super, brawo, oklaski, w ogóle stending owejszyn! Ale zasta­nawia mnie teraz taka rzecz:

Czy Ci ludzie jak już kupią sobie swoją nową Dacie, to oglądają test takiego sportowego samochodu i myślą: “patrz Halynka, dziesięć razy droższy od naszego, a ma mniejszy bagażnik, hy hy hy” albo czy ludzie mając milionowy budżet na sportowy samochód, wybiorą ten najbar­dziej praktyczny? (w ogóle — praktyczne coupe o.O) Albo ile osób z tych, które zobaczą ten test, może realnie rozważyć zakup takiego samochodu? Czy oglądają ten filmik raczej dla rozrywki?

Te cyferki, są takie super!

Niby spoko, ale Dacia jest tańsza i może przewieść 5 osób

Pewnie, możemy się nabijać z ludzi którzy, po prostu za oszczęd­ności życia, chcą kupić możliwie najroz­sąd­niejszy samochód. Dlaczego by nie? Jednak trzeba być w miarę uczciwym i pośmiać się z innych, tych, którzy aspirują do posia­dania super­sa­mo­chodów, albo powiedzmy wprost — o tych, którzy o nich marzą. Inter­netowi bojownicy. Nic mnie tak nie rozbawia, jak zażarta dysputa w inter­necie, że ten samochód jest lepszy niż tamten, bo sprint do setki trwa o 0,1 sek krócej. No błagam! To czas mrugnięcia okiem, a nawet trochę mniej! Wsadziłbym takich fachowców do tych samochodów i na ślepo kazał określić który, ma lepszy sprint do setki. A ten kosztuje 30 tysięcy miej! Super! Wydaje na samochód 700 tysięcy, te 30 na pewno mnie przekona! A ten ma zawie­szenie rodem z formuły 1 i w ogóle system KERS też ma, i no!

Piękne to wszystko i ja doceniam. Tęgie głowy siedzą latami uspraw­nianiem samochodów. By się lepiej prowa­dziły, były wydaj­niejsze, szybsze. Powiedzcie mi tylko proszę, jakie to ma znaczenie, że masz niemal kosmiczną techno­logię w samochodzie, kiedy nie czujesz w ogóle radości z prowa­dzenia? Chyba że jesteś wyczy­nowym kierowcą i możliwość urwania 0,01 sekundy na okrążeniu robi Ci różnicę — to przepraszam.

To co ma znaczenie

To, co na prawdę się liczy, to nie moc, spalanie, zasto­sowane techno­logie czy tym bardziej pojemność bagażnika. Tylko to jakie emocje wyzwala dany samochód. Czy dobrze się w nim czujesz. Czy daje Ci radość. Czy przyciąga spojrzenia ludzi na ulicy, albo nie, jeśli tak wolisz. Czy jest dla Ciebie wystar­czający wygodny. Czy silnik dobrze brzmi. Czy po prostu jest ładny, albo jakiej jest marki. Powiedzmy sobie szczerze, czy fan Audi kupiłby BMW mimo tego, że to jest szybsze, tańsze, wygod­niejsze, oszczęd­niejsze i w każdy możliwy mierzalny sposób, lepsze od samochodu jego ulubionej marki? Nie! Bo gardzi BMW i każdy logiczny argument nie ma znaczenia. Zresztą działa to w obie strony.

Więc drogi testerze samochodów pamiętaj: sportowy samochód to nie rodzinne wozidełko! Tu się liczą emocje, tam pragmatyzm.

 

Podobało się? Udostępnij :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *