Przeczytasz w 5 minut(y)

Idzie nowe…

Ostanie lata nie są najlepsze, jeśli chodzi o motory­zacje. Pomijam fakt, że większość produ­centów ma już w ofercie 20 SUVów w każdym możliwym rozmiarze. Zresztą, weźmy dowolnego produ­centa i jego sedany, wszystkie takie same, tylko inny rozmiar. Idąc do salonu tak naprawdę, nie wybierasz modelu samochodu, tylko jego rozmiar. Ale dziś nie o tym. Przechodząc do rzeczy, chodzi mi oczywiście o ekologię, która wyniszcza samochody, które motoświry kochają najbar­dziej. Z wielkimi paliwo­żernymi silnikami, o wielkiej mocy, która zamienia paliwo w hałas, a opony w dym. BMW ogłosiło, że obecna generacja siódemki jest ostatnią z silnikiem V12. Volvo nie oferuje już silników V8, czy kultowych dla tej marki, rzędowych pięcio­cy­lin­drówek z turbo. Przykłady można dalej mnożyć, ale matematyka u mnie kuleje, więc odpuśćmy sobie to.

Eko-logika?

Wszystko to oczywiście (podobno) spowo­dowane troską o środo­wisko. Ja jakoś nie jestem przekonany do tej tezy, więc będę starał się ją elegancko obalić przewrócić. Sposobów, jakie produ­cenci samochodów, czy jacyś dziwni ekolodzy podrzucają nam, aby oszczędzić środo­wisko jest co najmniej kilka. Kurka no, drodzy Państwo, żaden mnie nie przekonał jak do tej pory. Już Wam wszystko pięknie tłumaczę co i jak.

Hybrydy

Zanim zacznę, to ciekawy jestem ile niewiast tu trafi, szukając infor­macji o paznok­ciach. Jednakże, do rzeczy, bo sprawa jest poważna, jak muzyka poważna, więc lecimy, jak przelewy od polaków z Anglii do ich rodzin w Polsce. Ekhem, starczy. Hybryda w teorii ma spalać mniej paliwa, bo wspomaga ją silnik elektryczny, który odzyskuje energie z hamowania, której używa do ruszania samochodu z miejsca, bo wtedy wiadomo pali najwięcej. Pięknie czyż nie? Otóż nie!

Ferrari La Ferrari — Można być spoko hybrydą?

Po pierwsze Primo: Samochód taki ma dwa silniki (spalinowy i elektryczny) a zwykły ma tylko jeden. Widzicie sami, że trzeba więcej rzeczy do takiego samochodu wypro­du­kować, (co emituje kolejne rzeczy do atmosfery, które sprawiają, że misie polarne, wyskakują powoli z futerek bo robi im się ciepło) prostą sprawą jest to, że pojawia się tam bateria. Nie malutki akumu­lator, spora bateria. A jak wiecie, na bateriach jest taki znaczek, który sugeruje nam, że raczej nie są one biode­gra­do­walne, więc nie powin­niście jej wyrzucać do lasu. No, chyba że chcecie pomóc w uboju dzików.

Po drugie Tchibo: Hybryda w trasie pali tylko samo co standardowy samochód albo i nawet więcej, bo z założenia malutki benzyniak ma być wspomagany elektrykiem, a gdy zabraknie prądu (bo na autostradzie ciężko ciągle się zatrzy­mywać co ładuje baterie) to mały benzynowy biedaczek się poci, aby napędzić, ciężkie auto (bo baterie i dodatkowe silniki) albo jeszcze dostaje dodatkowe obcią­żenie, by jednak ładować baterię.

I po trzecie Lavazza: Idąc do salonu i zamawiając nowego Priusa (czy dowolną inną hybrydę) ruszacie maszynę produkcji. Trzeba przywieść baterie z fabryki oddalonej o 1000km. Silnik z fabryki oddalonej o 500km. Fotele z fabryki w ogóle z innego konty­nentu. Setki tysięcy części trzeba dowieść z całego świata, do jednej fabryki, aby tam je złożyć w samochód palący 5 litrów na setkę. VW Lupo 3L pali 4 litry na setkę, a hybrydą nie jest. Aby go kupić, wystarczy iść do komisu, już tam stoi. Kupując go, nie ruszasz wielkiej maszyny logistycznej zatru­wa­jącej powietrze, a żadna hybryda nie odzyska tego, co zmarnowano na jej produkcje. Tak wiele się mówi, żeby nie wyrzucać wszyst­kiego tak szybko, próbować to naprawić, czy kupić używane. Ale nie, samochód to kup nowy, hybrydę, bo eko!

Toytota Prius — Ale nie trzeba nią być

A, i po czwarte Primo ultimo: Hybrydy mogą być też fajne, jak Ferrari La Ferrari gdzie dodatkowe silniki elektryczne wykorzy­stywane są do poprawy osiągów, a nie jakieś durnej i oszukanej ekologii.

Rower

Tu to na pewno nikt nie ma żadnych wątpli­wości, no bo jak rower może być nieeko­lo­giczny? Nawet Twój spaczony umysł nie jest w stanie tego odebrać ekologom — mogli­byście pomyśleć. Cóż mogę powie­dzieć — jesteście w błędzie. I to jeszcze w jakim!

Patrzcie na taką sytuację: Jest sobie jakiś Pan sportowiec/ekolog i stwierdził, że jutro do pracy na ósmą rano śmignie sobie rowerkiem. 15 km dla zdrowia i środo­wiska. Pięknie! Yyy, nie! Ów Pan jedzie sobie ze swojej wioski do miejsca, gdzie pracuje, jedyną możliwą drogą. Droga jest dość ruchliwa, bo z tego kierunku tylko nią można dostać się do miasta, więc rzecz jasna korzy­stają z niej także kierowcy samochodów ciężarowych/dostawczych i inni, którzy po prostu chcą dostać się do pracy czy zawieść dzieci do szkoły.

I pedałuje (mam nadzieje, że mnie za to nie zbanują) sobie Pan wesoło rozmy­ślając, jak to ratuję mateczkę ziemię, a za nim korek jak po zasiłek. Nie można go wyprzedzić, bo ciągle coś z jedzie z przeciwka .Teraz proszę moi najlepsi i najwspa­nialsi czytelnicy na świecie i wszystkich światach równo­le­głych także, spójrzcie na to tak:

Bagietki jeszcze brakuje…

Jedzie rozpę­dzony do 90 TIR nagle musi wyhamować do 30, by za chwilę, ponownie się rozpędzić jak już wyprzedzi ekologa a wiadomo, że samochód spala najwięcej przy rozpę­dzaniu się. Sytuacja z cięża­rówką powtarza się kilka­naście razy, z osobówkami kilka­dziesiąt razy. Wszystko, czego nie wyemi­tował do atmosfery samochód pozosta­wiony przez rowerzystę w domu, zostało nadro­bione przez innych kierowców. Do tego należy doliczyć stres tych biedaków w samochodach, wynikający z ciągłego zatrzy­my­wania i ruszania, a i sam cyklista wydychał więcej dwutlenku węgla przez wysiłek, niż jakby jechał samochodem.

A tak swoją drogą, to dlaczego nikt nie chwali ludzi leżących w domu na kanapie z książką w ręku, że są eko? Przecież jadąc rowerem, męczymy się — to chyba oczywiste. Skoro się męczymy, to w konse­kwencji wszystkich nudnych biolo­gicznych rzeczy, finalnie zaczynamy wydychać więcej CO2 niż gdybyśmy leżeli leniwie na kanapie zaczytani, chociażby gazetkę z biedronki.

O rowerach elektrycznych nie będę się za wiele rozwodzić, bo to już patologia w czystej postaci. Do względnie prostego w recyklingu i bezemi­syjnego roweru dodać baterię, której ponowne przetwo­rzenie jest tak proste, jak zrozu­mienie kobiety. Gdzie tu sens, gdzie logika? Ej, ej, zaraz Wujek, poczekaj! Ale przecież rower elektryczny też jest przecież bezemi­syjny, więc co Ty p#*@^*#$@*? Jeśli Cię to zasta­nawia to pomyśl, z czego głównie wytwarza się prąd w Polsce.

Kurka, byłbym zapomniał, jadąc rowerem łatwo też zginąć pod kołami naczepy kierowcy, który się śpieszy i wydawało mu się, że zdąży Was bezpiecznie wyprzedzić. Wtedy musi przyjechać policja i pogotowie, a ich pojazdy zasilane są paliwami kopalnymi. Cały wysiłek na marne. Czy warto?

 

To nie koniec moich dywagacji nad ekologią, a raczej dopiero początek…

Podobało się? Udostępnij :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *