Przeczytasz w 3 minut(y)

Nic nie zwiastowało tragedii

Muszę się przyznać — byłem naprawdę zadowolony. Bo dlaczego by nie? Firma wysyła mnie na cztero­dniowe szkolenie . Dla mnie to jakaś forma wyróż­nienia, chociaż jak chodziłem do szkoły i tam kazano mi się uczyć, nie było to dla mnie w najmniejszym stopniu nobili­tujące — ciekawe. Jednak teraz, cokolwiek by nie mówić, człowiek jest odrobinkę starszy więc i mondżejszy mądrzejszy. Do mojego zadowo­lenia dokłada się to, że firma opłaca szkolenie, jedzenie (oj, a ja lubię jeść!), nocleg, wszelkiej maści inne wydatki oraz przejazd. No właśnie ten przejazd…

Dobre złego początki

Škoda Octavia Combi — tfu!

Bo mamy dwie służbowe Octawie tfu! Jak wielkie było moje zadowo­lenie, że w związku z wybranym przeze mnie terminem szkolenia, nie mogłem z żadnej skorzystać. Niby są nowsze, dużo nowsze niż moja stara szwedzka stal, ale to dalej Skody — ponownie tfu! Co ja będę jak przed­sta­wiciel handlowy się bujać? O nie! Przecież nie mam dużego brzucha, nie noszę koszul i nie lubię pić kawy na stacjach. Więc radośnie rozmy­ślałem o nadcho­dzącej podróży — 300 km nie dużo, ale przejechać się zawsze fajnie. Chyba że jesteś lekarzem doktorem prawa i robisz 80 tysięcy rocznie, swoim Oplem to wtedy może już nie ma tej frajdy. Wracając do tematu: myślę sobie — zamiast autostradą pojadę bokiem, włączę sobie grzanie foteli, podkręcę muzyczkę, siądę wygodnie i spokojnie będę się delek­tować drogą. I pewnie by tak było, ale…

Głupie papiery

Jadę swoim, więc muszę się rozliczyć z kilome­trówki. Przeglądam więc papiery, jakie mi wręczono — same jakieś nudne pierdoły do wypeł­niania. O! Model samochodu? Oczywiście — Volvo! — wpisałem szybko, tak, że nawet brewka mi nie drygnęła. Wiesz jak jest — możesz mieć stare pognite Volvo w dizlu (ale ja nie mam dizla! Nigdy w życiu!), ale jak piszesz, że masz Volvo, to zawsze to dobrze wygląda. Nikt nie ocenia. To nie jest jak z Fiatem, możesz mieć nowy z salonu w pełniej wersji, ale wpisując w rubryczkę „Fiat” widzisz, że — cholibka no, nie jest spoko. Ujmę to inaczej. Poznajesz w inter­necie dziew­czynę, piszecie parę dni, zapowiada się obiecująco i nagle zawiązuje się taki dialog:

  • wiesz, w sumie to chcia­łabym o coś Cię zapytać
  • no słucham
  • ale trochę mi głupio, może nie powinnam pytać
  • przestań! wal śmiało
  • no dobra. Jaki masz samochód?
  • mam Fiata
  • jesteś tam?
  • halo?
  • żyjesz?

Mniej więcej taka sytuacja. Więc bez żadnego zażeno­wania wpisałem „Volvo” w końcu marka premium jak Mercedes czy BMW. Chociaż w powyższej sytuacji napisanie, że ma się Volvo kombi, może wcale lepiej nie zadziałać. Mało kto uwierzy, że masz takie auto i nie masz przynaj­mniej 40 lat na pomarsz­czonym jak buldog karku. Ale pomińmy ten szczegół, bo teraz nadeszło coś, co ściągnęło mnie na ziemię jak brzozy Tupolewa.

Sedno problemu

Pojemność silnika? Tu mnie zabolało. Bardzo zabolało. Bo jeśli czyta­liście poprzednie moje wpisy, to wiecie, że byłem posia­daczem BMW z ponad cztero­li­trowym silnikiem V8. Podobało mi się to jak zapro­wa­dzając samochód do mechanika, czy wykupując ubezpie­czenie pytali o pojemność - 4.4 litra — odpowia­dałem z niepojętą dla normalnego człowieka dumą! Zawsze po takiej odpowiedzi widziałem na twarzy minę, która mówiła coś w stylu: „łooo, mieć taki silnik! Ale przecież nie jestem debilem, nie kupię sobie!” A teraz co mam wpisać w rubrykę? Marne 1.8l? Przecież wiem, jaki mam silnik, ale po prostu o tym nie myślę . Lepiej się wtedy czuję. A tu nagle ktoś przywołuje tą bolesną dla mnie liczbę. Na domiar złego brzmi to jak nazwa tego nieudolnego squadu hip-hopolowego — jeden osiem l — też chciałbym wiedzieć “jak zapomnieć”. Aha, skład to może być z drewnem, a hip-hopowy to jest squad — zapamię­tajcie to łaki!

Skoda byłaby lepsza

Mam w domu fajniejszy niż ten. Serio!

Tak o tym teraz myślę, że jakbym wiedział, że tak to będzie wyglądać, to wybrałbym inny termin, taki, żebym mógł jechać jednak tą Skodą. Przeje­chałbym się nią, później mógłbym zrobić wpis, w którym obowiązkowo darłbym z niej łacha. Dalej bym sobie wiódł nieświadome życie z moim Volvo. Bo po co mi to teraz. Siedzę teraz w domu, rozmyślam o tym miernym 1.8, czy nie popsuje się po drodze, jak będzie wyglądać na parkingu pod hotelem (jadąc Octavią mógłbym powie­dzieć, że to służbowe, że moje prywatne jest dużo fajniejsze), o sensie życia, czy jesteśmy sami we wszech­świecie. Tak, Skoda byłaby lepsza!

Podobało się? Udostępnij :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *