Przeczytasz w 4 minut(y)

Witam, jestem świrem

Ja tego nie urywam, nigdy w sumie tego nie ukrywałem. Mam świra na punkcie samochodów, co powoduje to, że moje wybory nie są racjo­nalne. Przykłady? Proszę bardzo: idealne auto miejskie dla kobiety? Alfa Romeo 147 GTA (3.2, V6, 250KM) Dla faceta? Wiadomo, jakiś krążownik, Cadillac Eldorado czy coś. Auto rodzinne? To akurat łatwe. Volvo! V70 R (2.5 turbo, R5, 300 KM) kombi, napęd na obie osie, regulowana twardość zawie­szenia, kubełki — rozsądnie! Zawsze mógłbym wymienić BMW E60 M5 — 500 KM i napęd tylko na tył — docencie to! I dalej mógłbym w tym stylu rzucać propo­zycje. Do tego dochodzi fakt, że kocham wręcz prowadzić auto.

Nocna jazda bez celu

Dawno, dawno temu, no może jeszcze nie tak dawno. W każdym razie nim urodziła się nasza mała pociecha, razem z moją małżonką wsiada­liśmy w auto i jeździ­liśmy sobie gdzieś bez celu. Dokąd prowadzi ta droga? Nie wiem. Jedźmy tam więc! Coś jak Kolumb, globtro­terka pełną gębą! Będąc jeszcze (używając babcinej termi­no­logii) młodym kawalerem, uskutecz­niałem takie przejażdżki jeszcze częściej. Podobno każdy facet musi mieć swoją jaskinie, bo inaczej w końcu zwariuje. Mieć takie miejsce tylko dla siebie. Dla mnie to samochód. Wsiadam, odpalam, jadę, a umysł sam się oczyszcza.

Zawód: kierowca

czy tak dzień pracy zaczyna kierowca zawodowy? Nie sądzę

Chodząc jeszcze do szkoły średniej, miałem taki pomysł —  w sumie oczywisty, zważywszy na moje zamiło­wania — zostać kierowcą zawodowym. Lubisz jeździć, to jeździj zawodowo, no kurka proste! No właśnie nie. Bo znam pewnego doktora (który swoją drogą, w ogóle nie zna się na chorobach, więc lepiej u niego się nie leczcie), który dość dużo jeździ samochodem. Objawił mi jakiś czas temu, w nawią­zaniu do jednego z poprzednich postów, że dla niego samochód autono­miczny byłby wybawieniem, bo marnuje mnóstwo czasu w podróży samochodem, a mógłby ten czas lepiej wykorzystać. Ja jako kierowca zawodowy spędzałbym w trasie 2–3 tygodnie bez przerwy, goniłyby mnie terminy i inne mało przyjemne sprawy. Wątpię czy to przyjemne.

Ja mam czas…

Jechałem ostatnio 300 km, miałem być na miejscu najpóźniej na dziewiątą rano. Były dwie opcje. Pierwsza — wyjechać dużo wcześniej i jechać spokojnie nawet w razie problemów. Wiecie: korki, remonty, cokolwiek. Druga — pospać godzinę dłużej i nie mieć tego komfortu. Niech to będzie potwier­dzeniem, tego jak bardzo lubię jeździć, bo wybrałem pierwszą opcje, rezygnując nawet ze snu o.O A każdy kto mnie dobrze zna może potwierdzić, że spanie obok jedzenia stanowi dla mnie wartość nadrzędną! Spanie, honor, jedzenie — coś w ten deseń.

Detale, szczegóły, pierdoły

Bo są rzeczy, które uciekają gdy chcesz tylko dojechać szybko do celu. Już Wam wszystko pięknie tłumaczę i opisuje, tylko włączcie sobie muzykę z tego linku: Rhye — Open — musicie chociaż trochę złapać nastrój jaki mi towarzyszył… A jeśli jesteście prawdziwymi twardzielami to włączcie sobie to —  Yann Tiersen — Naomi

Uwaga leci klimat…

taki klimat

Wstałem jeszcze przed budzikiem, mimo, że nasta­wiony był na kilka minut przed trzecią w nocy. Zupełnie bez najmniej­szego problemu. Wiedziałem co zaraz mnie czeka. W tym momencie cieszyłem się wyłącznie na podróż, cel nie miał w tej chwili takiego znaczenia. Zajechałem na stację, uzupeł­niłem zapas ambrozji w zbiorniku samochodu, ustawiłem mojego przewodnika, który był zamocowany do szyby i w drogę! Opuściłem moje miasto w mgnieniu oka, chwilę później, miasto tysiąca rond było także już za mną. Cudownie - pomyślałem snując się leniwie, przez równie leniwe wioski. Była czwarta nad ranem, na drodze żadnej żywej duszy, w domach nie świecił się żaden żółty kwadrat…

 

 

Ciężko oddać tamten widok ale to jest jakiś zarys

Przeje­chałem kolejne kilka, może kilka­dziesiąt kilometrów — nie wiem, między wyjazdem a siódmą rano, cała ta podróż była dla mnie kompletnie trans­cen­den­talna — wjechałem do jakieś wioski, może małego miasteczka, ciężko powie­dzieć. Miejscowość owa w każdym razie, była świetnie oświe­tlona, zakręty wiły się w przyjemny sposób, a jeden z nich oplatał stary drewniany kościół. Leżące na drodze liście dodawały uroku całej scenie, tworząc wręcz filmowy klimat — cudownie. Zaczynało powoli świtać. Na horyzoncie majaczyła łuna wscho­dzącego słońca. Mgła ograni­czała widoczność na jakiś kilometr. Wokół widać tylko drogę, pola i stare słupy energe­tyczne. Widok trochę posta­po­ka­lip­tyczny, ale przyjemny dla oka. Myślałem, że lepiej to już nie może być. Nagle w połowie dystansu między mną, a polem widzenia wyzna­czanym przez mgłę, pojawił się wolno sunący pociąg pasażerski - cudownie! Nie wiem, może tylko mnie kręcą takie industrialne widoki, ale byłem gotów się zatrzymać i robić zdjęcia. Zrobiłbym to, ale zdjęcie telefonem w półmroku… przepadło, szkoda. Cały czas towarzy­szyła mi muzyka do której linki Wam podałem.

Moje Volvo

W poprzednim wpisie żaliłem się na to, że radość z jazdy moim samochodem została mi odebrana. (Jeśli nie czyta­liście, to odsyłam do poprzed­niego wpisu, dowiecie się co i jak) Powiem Wam szczerze — myliłem się! Myślę, że w takich okolicz­no­ściach samochód nie ma znaczenia. Zaryzykuję bardzo odważne stwier­dzenie, że nawet jadąc Passatem można by doświadczyć takich emocji. Byłby to pierwszy raz w historii ludzkości, gdy ten samochód dostarczył komuś jakiś wrażeń, jednak nie będę sprawdzać tego empirycznie.

Pasja = praca

Cieszę się, że nie zostałem jednak kierowcą zawodowym. To byłby największy błąd w życiu! Wątpię żebym mógł się cieszyć podróżą w taki sposób, gdyby zależałoby mi by dojechać gdzieś możliwie szybko. Dzień w dzień wyścig. Wydaję mi się, że zarabianie na swoim hobby/pasji nie jest takie całkiem spoko. Lubisz pisać wiersze, opowia­dania, felietony? Malować obrazy? Tworzyć muzykę? Zabierasz się więc do tego pewnie wtedy gdy poczujesz wenę lub chcesz się odprężyć. A co jeśli to teraz Twoja praca? Jedyne źródło dochodu.(Pomijam sytuacje gdy robisz na tym miliony) Masz dwa dni na dokoń­czenie obrazu, a w ogóle nie czujesz chęci do malowania. Wydawca ponagla Cię o ostatni rozdział książki, a Ty masz absolutną pustkę w głowie. Nie twierdzę, że prace powinno się niena­widzić, a w wolnym czasie robić to co lubi, ale widzicie sami, że to co Was cieszyło, łatwo może przestać to robić i co wtedy? Co będzie Waszą odskocznią?

A jakie jest Wasze zdanie? Myślicie, że mam racje?

Podobało się? Udostępnij :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *