Przeczytasz w 3 minut(y)

Naklejki, tabliczki

Na pewno kojarzycie te cudowne naklejki i tabliczki jakie ludzie sobie sprawiają do samochodu. Andrzej, Janusz, Barbara — widnieje zza szyby czołowej. Po co? W imię czego? Co na to RODO? Nie wiem, muszę zapytać mojego prawnika. Naklejki firm produ­ku­jących sportowe części i akcesoria do samochodów na starej zardze­wiałej Vectrze, która wygląda jakby miała się rozpaść pod ich ciężarem. Uwaga! Motocykle są wszędzie, czy tam jakoś tak. Jest tego pełno. Nie wiem, nie znoszę tego. I choć mam dziecko i jeżdżę z nim samochodem, nie mam naklejki “Uwaga! Jedzie z nami dziecko”

Co to ma dać?

To chyba tak ma działać

Nie widzę sensu takiej tabliczki na tylnej szybie. No bo cóż takiego to da? Będzie jechał jakiś szaleniec z chęcią wjechania komuś w tył samochodu, zobaczy taką tabliczkę i nie wjedzie, no bo tam są dzieci? A jeśli to miałby byś jakiś talizman ochronny to trzeba by taką wielką nakleję dać na szybę czołową, albo chociaż na maskę, bo skąd kierowca jadący z przeciwka miałby wiedzieć, żeby w Was nie wjechać? Musiała by być spora, bo mijacie się z prędkością 180km/h jadąc przepisowo, a dodając, że ludzie mało czytają i mają z tym problem, trzeba dać im dużo czasu, więc naklejka na całą maskę, żeby już z daleka było widać. No i oczywiście, ale to chyba już sami pewnie wiecie, koniecznie też w odbiciu lustrzanym, żeby kierowca przed Wami patrząc w lusterko też wiedział.

To wszystko nieprawda!

Zapomnijcie o tym wszystkim co pisałem wcześniej. To zupełna nieprawda. Kiedyś tak myślałem, ale doznałem objawienia. Znaczenie i sens naklejek “Uwaga! Jedzie z nami dziecko” jest inny. CAŁKOWICIE INNY! Wy będąc moimi czytel­nikami macie to szczęście i też zaraz poznacie prawdę.

Jak dokonałem wielkiego odkrycia

Od ponad roku jestem ojcem. To prawda co mówią, że dziecko zmienia całko­wicie postrze­ganie świata. Normanie dener­wowały mnie tabliczki “Jedzie z nami Brajanek” do pewnego dnia… Jadę sobie moim eksklu­zywnym Volvo, bo mając taką ilość drewna w środku nie mam wątpli­wości, że to model z górnej półki! Nawet jeśli to drewno jest plastikowe. W podróży towarzyszy mi moja szanowna małżonka, oraz nasza mała pociecha. Wszystko było pięknie, do czasu… Każdy kto obcował kiedyś z małym dzieckiem wie, że zdarzają się takie momenty, że ono płacze. Głośno płacze. Dużo i głośno płacze. No naprawdę głośno i dużo płacze. No kurka beczy jakby je ze skóry obdzierali, że szału można dostać! A gdy ma to miejsce w samochodzie, gdzie musisz być skupiony na drodze?

Jak grom z nieba

Wtedy do mnie dotarło! To nie jest infor­macja — uwaga, mam dziecko w samochodzie, nie wjedź we mnie. To raczej wołanie o pomoc — uwaga, mam dziecko w samochodzie, zaraz zabeczy mnie na śmierć, pomocy! I takie jest prawdziwe przesłanie tych naklejek. Zdecy­do­wanie bliżej temu do eLki na dachu jakiegoś ośrodka szkolenia kierowców. Jadąc za nauką jazdy, nie wiesz czego się spodziewać, ktoś się uczy i może zrobić wszystko. Z dziećmi w samochodzie jest tak samo, albo i gorzej. Jeśli rodzic jedzie sam po 10 godzinach w pracy której niena­widzi, a z tyłu ma dwójkę bijących się i krzyczących dzieci… Sami się domyślacie. Nie jest to najlepsze miejsce do kontem­placji tego jaki piękny jest świat.

Mój mały pomysł

Ja mam tylko jedno dziecko, a są momenty, że jak da koncert to nie wiem gdzie jadę. Nie wyobrażam sobie jak to wygląda, mając dwójkę, czy trójkę. Zrodził mi się z tego powodu pomysł w głowie. W momencie narodzin drugiego dziecka powinni przy wyjściu ze szpitala, oprócz tych wszystkich próbek, gratisów itd. dodawać koguta na dach samochodu. Jak policja, straż czy pogotowie gazowe. Widnieć na nim powinien napis “ryczące bachory” a przez megafon, zamiast syreny, powinien być odtwa­rzany płacz dzieci. Płacz? Taki najgorszy ryk, przeszy­wający każdą komórkę ciała — kto ma dzieci to wie o co mi chodzi. Do tego czasu nim mój pomysł wjedzie w życie, jeśli zobaczysz samochód, w którym są dzieci, przepuść go, ustąp pierw­szeństwa, zjedź mu z drogi. Bo jeśli nie masz płaczących dzieci w samochodzie, to tak naprawdę nigdzie Ci się nie śpieszy!

Podobało się? Udostępnij :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *