Przeczytasz w 5 minut(y)

Wyrażając moją jedyną słuszną opinię w inter­necie, bo nazwa bloga skądś się w końcu wzięła, spotkałem się z takim stwier­dzeniem, że krytykuje jakieś nowe auto, bo mnie nie stać na jego zakup. Podążając dalej za tym argumentem można powie­dzieć, że żaden nowy samochód mi się nie podoba. Zupełnie tak nie jest, są nowe samochody, które chętnie bym widział w moim garażu. Więc zostawmy tą słabą ja blacha w pierwszym Foucsie retorykę i przejdźmy do tego, że po prostu wolę starsze.

Stary Technics

Mam w domu starą wieżę Technicsa. Ma około 25 lat i od początku jest w rodzinie. Jak miałem około dwóch lat kupił ją mój wuja, który z nami mieszkał. Wspólnie z moim kuzynem codziennie z niej korzy­sta­liśmy. Wiadomo, że jako kilku­latki nie zawsze tak jak się powinno. Razem z Altusami 110 była też świadkiem wielu imprez w naszym domu. Ja około siedmiu lat temu, gnany senty­mentem do niej, odkupiłem ją od niego , tylko kolumny w między­czasie zostały zamie­nione na mocniejsze. U mnie wieża gra kilka godzin dziennie. Od momentu jak wszyscy wstaną, do momentu, aż wszyscy pójdą spać. Co w tym niezwy­kłego? To, że przez cały ten okres nie uległa żadnej awarii! Do teraz ma plomby gwaran­cyjne. A mówimy o sprzęcie elektro­nicznym z początku lat 90′!

Lepsze bo nowe?

W między­czasie nasze drogi się rozeszły. Wszedłem więc w posia­danie innego sprzętu grającego. Były to dwa boomboxy których produ­centów nie pamiętam. Na pewno nie były to jakieś chińczyki. Później była miniwieża LG. Na samym końcu miniwieża Thomsona. Cały ten sprzęt, mimo że był nowszy, albo dużo nowszy nie wytrzymał próby czasu. Wszystko poszło w niebyt, a mój Technics cały czas bez najmniejszej naprawy!

Słyszysz?

Po jakimś czasie posta­no­wiłem dokupić do zestawu odpowiedni gramofon. I to jest coś, co robi wielką różnicę! Możesz mieć w telefonie 1000 różnych albumów. Korzystać z aplikacji do strumie­nio­wania muzyki jak np. Spotify i mieć ich praktycznie nieogra­ni­czoną ilość. Oglądać w nieskoń­czoność teledyski na youtube albo w tak zwanych telewi­zjach muzycznych. Możesz słuchać, kiedy chcesz i w jakich warunkach chcesz. Puszczasz muzykę, a ona leci bez końca. Ty w tym czasie możesz zajmować się swoimi sprawami. Odpowiedz sobie na pytanie: czy słuchasz muzyki, czy tylko ją słyszysz?

Czy słuchasz?

Słuchając muzyki z gramofonu, sprawa wygląda zupełnie inaczej. Słucha­liście kiedyś Niemena ze starego winyla? Ja tak i mogę to w każdej chwili powtórzyć. Mam album The Cinematic Orchestry, około 60 minut, nagrany jest on na dwóch stronach dwóch płyt. Prosta matematyka mówi nam, że co około 15 minut muszę albo obrócić placek, albo wymienić na drugi. Na stronie “D” tej płyty jest jeden kawałek! Trwa 10minut ale jest tylko jeden. Bonobo — Black Sands Remixed, nagrany jest na 3 pomarań­czowych winylach, to dopiero jest żonglerka płytami. AAA! Masakra! Tak się nie da słuchać muzyki! A właśnie, że dopiero tak da się słuchać muzyki.

Ceremonia

Przed odsłuchem musisz wyciągnąć płytę z koperty i położyć na talerzu. Bierzesz szczo­teczkę antysta­tyczną i przecierasz z kurzu całą płytę. Specjalną szczo­teczką powta­rzasz to samo z igłą. Chwytasz ramie gramofonu i kładziesz delikatnie na początek płyty. W głośnikach trzaski. Czekasz. Za chwilę zacznie się muzyka. Tupniesz za mocno, igła przeskoczy na płycie. Siedzisz przy gramo­fonie, śledzisz poruszającą się po płycie igłę, kontro­lujesz czy talerz na pewno kręci się z odpowiednią prędkością. Jeśli trzeba pokrętłem dostrajasz prędkość. Słuchasz uważnie, bo wiesz, że każde kolejne odsłu­chanie powoli niszczy płytę. Słyszysz trzaski, które świadczą o tym, że coś jest nie tak. Może drobiny kurzu zostały w rowkach, może źle się obcho­dziłeś z płytą i się porysowała, a może tyle już słuchałeś, że już się zdziera. Można powie­dzieć same wady, ale to jest coś, co pozwala na słuchanie muzyki w pełni, nie pozwala skupić się na czymś innym.

Jedziesz?

Spotify to idealna analogia do nowych samochodów. W samochodzie też wszystko może się dziać bez Twojej większej uwagi. Czujniki parko­wania, kamery 360 stopni, asystenci zmiany pasa ruchu, cofania z przyczepą, hamowania na zakrętach, czujniki ciśnienia powietrza w kołach, asystent parko­wania, który za Ciebie zrobi zatoczkę. To wszystko sprawia, że jesteś tylko pasażerem w samochodzie, mimo tego, że masz przed sobą kierownicę. Tracisz prawie całko­wicie więź z maszyną. Stajesz się coraz bardziej wyluzowany, bo masz świadomość, że wszystkie systemy pomogą Ci tam, gdzie Ty nie dasz rady. Co w konse­kwencji może dopro­wadzić do wypadku, bo samochód za Ciebie wszyst­kiego jednak nie zrobi.

Czy prowadzisz?

Starsze samochody są jak stare zestawy audio. Tutaj nic się nie dzieje samo. Masz do zrobienia zatoczkę, no to skup się i pokaż co umiesz. Kilka ruchów kierownicą i już jesteś idealnie na miejscu. Ruszasz na śniegu, czujesz uślizg kół. Kontrola trakcji? Nie w tym przypadku. Wrzucasz dwójkę, obcho­dzisz się delikatnie z gazem i gładko ruszasz. Jedziesz w zakręcie, czujesz uślizg tylnych kół. Panika i hamulec do oporu? W żadnym wypadku! Odpusz­czasz gaz, szybka kontra kierownicą i znów jedziesz gdzie chcesz. Stabi­li­zacja toru jazdy? To dobre dla facetów w rurkach!

Youngtimer(?)

Samochody z początku lat 90′ powoli stają się już young­ti­merami. Rówie­śnicy mojej nieznisz­czalnej wieży. Powstawały one w czasach, gdy jeszcze nikt nie miał takich pomysłów, żeby zrobić coś gorzej i zarabiać na serwi­so­waniu tego, albo żeby klient musiał wymieniać na nowe co kilka lat. Wszystko było robione tak solidnie, jak tylko było to możliwe. Dziś, no cóż. Lepiej nie mrugać oczami, bo można przegapić kolejną generacje, albo lifting tego samego modelu. W czasach, gdy wszystko jest projek­towane byleby wytrzymało do końca gwarancji. Mimo, że kilka współ­cześnie produ­ko­wanych samochodów, ma zadatki na yountimery w przyszłości, to nie wiem czy będzie wstanie przetrwać 25lat aby tego doczekać.

Dlatego wolę starsze.

W starszych autach wytwarza się więź między kierowcą a samochodem. Podróż Cię absorbuje, chłoniesz drogę i samochód. Jeśli napotkasz trudną sytuację i z niej wyjdziesz to wiesz, że to tylko Twoja zasługa. A uwierzcie mi, wypro­wa­dzenie samochodu z nagłego i niekon­tro­lo­wanego poślizgu daje masę satys­fakcji. Nowoczesne samochody nie mają już tego czegoś. Z każdą kolejną generacją jesteśmy bliżej pojazdów autono­micznych. Z każdą generacją, stajemy się mniej kierowcami, a bardziej pasażerami. Produ­cenci powoli wprowa­dzają nam nowe gadżety, żeby nas z tym oswajać. Ja jestem wielkim fanem samochodów, kocham prowadzić. Dla mnie wielo­krotnie, sama podróż jest ważniejsza niż jej cel. Mógłbym pojechać nad morze, zobaczyć je, zjeść obiad i wracać. Jeśli tak jak ja kochacie prowadzić samochód, to kupcie jakieś nasto­letnie auto, które Wam się podoba. Coś może niezbyt rozsądnego, ale dającego frajdę. Dbajcie o nie i trzymajcie w garażu pod kocem. To może ostatnie samochody, w których kierowca jest jeszcze potrzebny. A jeśli bym chciał pojazd autono­miczny, to wynająłbym taksówkę.

Podobało się? Udostępnij :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *